Reklama
  • Czwartek, 28 lutego 2013 (11:35)

    "Nad rozlewiskiem" - Mariusz Czajka. Jak u mamy za piecem

Wroński, którego Mariusz Czajka gra w serialu „Nad rozlewiskiem...”, nie miał lekko. Ale przeszedł przemianę! – Dzisiaj to szczęśliwy facet – mówi aktor. W dodatku ma swojego ducha opiekuńczego, ukochaną żonę Anię...

Zdjęcie

Wroński z serialu „Nad rozlewiskiem...” jest wziętym rzeźbiarzem.  A on? – Gdzież tam! Ja w życiu dłuta  w ręku nie miałem! Dostaję gotowce  – śmieje się  Mariusz Czajka. /AGENCJA ARTYSTYCZNA ZOOM
Wroński z serialu „Nad rozlewiskiem...” jest wziętym rzeźbiarzem. A on? – Gdzież tam! Ja w życiu dłuta w ręku nie miałem! Dostaję gotowce – śmieje się Mariusz Czajka.
/AGENCJA ARTYSTYCZNA ZOOM

Postać Józka Wrońskiego staje się z serii na serię coraz wyrazistsza...

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

– Prawda? A przecież w pierwszej odsłonie to były zaledwie trzy krótkie dni zdjęciowe! Jakiś tam zagubiony pijaczyna, którego tryb życia doprowadził do tragedii.

Reklama

Śmierć dziecka wstrząsnęła Wrońskim i spowodowała w nim przełom, co przepięknie wykorzystano w scenariuszu.

Obecnie widzimy go jako ustatkowanego człowieka i utalentowanego artystę, któremu sam mistrz Orest (Piotr Polak) zazdrości sukcesów.

– Obaj są rzeźbiarzami, przy czym Orest okazał się uzdolniony jeszcze w kierunku fryzjerstwa! Wroński zaś nieustannie rzeźbi, jego kunszt docenił sam proboszcz (Marek Kałużyński), który – oczywiście za zgodą mamusi, pani Róży (Irena Telesz) – powierzył mu wykonanie drogi krzyżowej dla miejscowego kościoła.

Istotny był tu fakt nawrócenia Wrońskiego, który nie tylko na dobre otrzeźwiał, ale stał się znów gorliwym katolikiem.

Odżegnuje się Pan od komediowego grania, ale jednak Wroński, mimo czarnej przeszłości, wywołuje raczej uśmiech niż zadumę.

– Ja go gram po swojemu, więc wielobarwnie. Staram się robić to jak najlepiej, chociażby przez wzgląd na Adka Drabińskiego, najsympatyczniejszego reżysera, jakiego w życiu spotkałem, który potrafi na planie wytworzyć niesamowitą, ciepłą atmosferę, niczym „u mamy za piecem”.

To dla niego wszyscy, jak jeden mąż, tu pięknie gramy, bo inaczej byłby wstyd!

A jak się Panu współpracuje z serialową żoną, Anią?

– Joasia Fertacz, która ją gra, to doskonała aktorka, dlatego można powiedzieć, że jestem szczęściarzem. Podobnie jak Wroński, bo Ania jest jego opiekuńczym duchem i dobrym aniołem.

Inteligentniejsza trochę od męża, spokojniejsza, a jednocześnie pełna wewnętrznej mocy, zwłaszcza po urodzeniu bliźniąt, które przyniosły jej spełnienie.

W ogóle zauważyłem, że dziwne rzeczy się robią z kobietami po porodzie, a wiem coś o tym, jako że osobiście asystowałem przyjściu na świat swoich dwóch córek – 18-letniej dziś Weroniki i 12-letniej Inez.

Bliźniaki Wrońskich to niemowlęta. Nie dokuczają na planie?

– Zdradzę tu sekret, choć może nie powinienem – nie ma żadnych osesków, pieluszek, płaczu i karmienia w przerwach między zdjęciami. Po prostu grają rekwizyty, dwie lalki gumowe: tak zadecydowano ze względów zdroworozsądkowych.

W Ameryce może i dałoby się takie dzieciaki wyszkolić, bo ponoć oni tam wszystko potrafią, ale przecież tu nie Ameryka, tylko nasze swojskie rozlewisko! Więc my to robimy swoim sposobem.

Rozm. Jolanta Majewska-Machaj

Tele Tydzień

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.