Reklama
  • Czwartek, 17 stycznia 2013 (12:35)

    Moje marzenia się spełniły

Zachwycała jako atrakcyjna adwokat w „Magdzie M.”, wciąż wzrusza w serialu „Dom nad rozlewiskiem”. Ona sama uważa, że najważniejszą jej rolą jest bycie mamą bliźniaków. Życiowym partnerem Joanny Brodzik, ojcem jej synów, jest aktor Paweł Wilczak. Beata Biały

Zdjęcie

Jest bardzo związana ze  swoją mamą  i młodszą  siostrą. Często towarzyszą  jej podczas uroczystości.  Są jej największymi fankami.
Jest bardzo związana ze swoją mamą i młodszą siostrą. Często towarzyszą jej podczas uroczystości. Są jej największymi fankami.

Joanna Brodzik

Koniec roku to dla ciebie ważny czas?

Reklama

Joanna Brodzik: Jest jakaś magia w przełomie roku, dlatego lubię dni między Bożym Narodzeniem a sylwestrem. Świat wygląda jakoś inaczej, staram się wtedy wyłamać z codziennej rutyny, np. znaleźć czas na rozmowy z ciocią, wujkiem czy kuzynką, co z powodu pośpiechu bywa niemożliwe w ciągu roku. Cieszą mnie wizyty i składanie życzeń. Robię też coroczny remanent.

I jak wyszedł tegoroczny bilans?

J.B.: Z natury jestem optymistką. To, co mi się nie udało, traktuję jako doświadczenie i staram się wyciągać z tego wnioski na przyszłość. Pilnuję się, żeby porażki nie spędzały mi snu z powiek.

Czy zawsze robisz noworoczne postanowienia?

J.B.: Robię, ale rozsądne. Nie podejmuję zobowiązań, które nie są w zasięgu moich możliwości. Nie obiecuję sobie, że za rok będę miała metr osiemdziesiąt i zdobędę dyplom MBA, bo myślę sobie, że to byłoby nieuprzejme z mojej strony wobec siebie samej. Ale robienie remanentu, takiego „porządku”, dobrze robi mojej psychice.

Co jest dla ciebie luksusem?

J.B.: Odkąd urodziłam dzieci, luksusem są chwile, gdy mogę pobyć sama. Uwielbiam więc stanie w korkach. Gdy inni kierowcy się wkurzają, ja myślę sobie: „Ach, jak cudownie, jeszcze 15 minut posłucham sobie muzyki”.

Mówi się, że dziecko wywraca świat do góry nogami. Twój wywrócony jest podwójnie, masz dwóch synków.

J.B.: Wychowywanie jednocześnie dwóch różnych maluchów w jednym wieku nastręcza wiele problemów, rodzicom z jednym dzieckiem trudno je sobie nawet wyobrazić.

Jest to tym bardziej trudne, gdy ma się bliźnięta dwujajowe, dwóch chłopców, którzy od samego początku ze sobą rywalizują. Jednak myślę sobie, że jeszcze trudniej mają rodzice bliźniąt różnej płci. Bo to zupełnie dwa różne światy. Ja mam dom zarzucony klockami lego i samochodami, o które toczą się nieustające boje. Rodzice chłopca i dziewczynki muszą kreować jednocześnie dwie rzeczywistości dla dwojga dzieci w tym samym wieku, domagających się uwagi na tym samym poziomie. To wymaga od rodzica mnóstwa energii. Zwłaszcza, gdy nie można liczyć na pomoc babci czy opiekunki.

Kiedy chłopcy przyszli na świat, powiedziałaś: „Teraz przystanek rodzina”. Wychowujesz synów bez opiekunki.

J.B.: Właśnie tak zdecydowałam. Konsekwencją tego jest ograniczenie własnej wolności. Jednak pozwalam sobie co pewien czas na ucieczkę od codzienności. Wyjeżdżam na dwa, trzy dni, żeby poczuć się wolna i niczego nie musieć.

Wyjeżdżasz sama?

J.B.: Wyjeżdżam najczęściej z moim partnerem. Bo czasu tylko dla siebie brakuje nam najbardziej i wiem, że nawet krótki wyjazd jest bardzo cenną inwestycją w związek.

Dziwi mnie, kiedy ludzie mówią, że mają kłopoty, bo oddalają się od partnera, bo tracą go z oczu, bo tracą ze sobą kontakt. A w ogóle nie spędzają ze sobą czasu. Są albo w pracy, albo z dziećmi, albo z rodziną, ale ze sobą we dwoje nie są. Dla mnie to jest bardzo ważne.

Masz czas dla przyjaciół?

J.B.: Moi przyjaciele przyzwyczaili się do tego, że najczęściej telefonuję do nich wieczorami, jak chłopcy zasną. Dosyć regularnie spotykam się z przyjaciółkami.

Wszystkie mamy jakieś problemy i sprawy do przegadania, więc wygląda to tak, że spotykamy się w siódemkę i gadamy. Często jednocześnie. Nie mam pojęcia, jakim cudem udaje nam się wyłapać wszystkie sprawy, które mamy do obgadania, ale to dosyć dobrze działa (śmiech).

Czego nauczyły cię dzieci?

J.B.: Na pewno odpowiedzialności. Teraz dopiero rozumiem, co to znaczy. To przewidywanie i przyjmowanie na siebie konsekwencji swoich działań. Na przykład mówię sobie: „Dobra, pozwolę im nie sprzątać klocków, pozbieram je sama, potem”. Ale zaraz pojawia się myśl: „W jaki sposób namówię w przyszłości 15-latka do tego, żeby sprzątał swój pokój, i jak wychowam człowieka, który będzie płacić rachunki na czas, skoro go tego nie nauczyłam na klockach? Dlatego pilnuję, by Janek i Franek sprzątali po zabawie. To nauka odpowiedzialności w dorosłym życiu.

Zanim pojawili się chłopcy, wszystko kręciło się wokół ciebie. Teraz to się zmieniło. Jak się z tym czujesz?

J.B.: To mój świadomy wybór. Mam wielki luksus, że mogę pracować tylko trzy, cztery miesiące w roku, a resztę czasu poświęcać rodzinie.

Często się zastanawiam, jak radzą sobie kobiety, które codziennie muszą iść do pracy. Niedawno chłopcy mieli pierwszą zimową infekcję z wysoką gorączką. Patrzyłam na nich i myślałam sobie: „Jak ciężko musi być mamom, które muszą swoje dzieci zostawiać, wychodząc do pracy”.

Dlatego świadomie odrzucasz nawet bardzo ciekawe propozycje zawodowe?

J.B.: Zdarzyło mi się wysłuchać paru historii dzieci, które już jako dorośli opowiadali, że w dzieciństwie najbardziej brakowało im rodziców. I historii rodziców, którzy mówili, że najbardziej żałują tego, że nie spędzali z dziećmi więcej czasu, kiedy były one małe. Te historie mocno we mnie zapadły.

Mnie w dzieciństwie bardzo brakowało mamy, więc teraz staram się być 100-procentową mamą dla swoich dzieci. Nie rezygnuję jednak ze swojej pasji, jaką jest mój zawód. Trwa emisja 4 serii „Rozlewiska”. Pracowałam nad nią całe lato.

Rozumiem, że rodzina jest dla ciebie najważniejsza?

J.B.: Kiedyś dużo pracowałam, dziś jest czas na wychowywanie dzieci. Czasem widzę zdziwione spojrzenia, kiedy odmawiam zagrania w teatrze kolejnej propozycji. Na pytanie: „Ale dlaczego?”, odpowiadam: „Dlatego, że chcę kąpać wieczorem swoje dzieci”.

Już wkrótce nie będą chciały, żebym je kąpała, bo same będą to robić, więc swoją energię spożytkuję na innym polu. To jest uczciwe. Nie wyobrażam sobie, żebym miała teraz podejmować decyzje, które by mnie dodatkowo obciążały, także poczuciem winy, że nie ma mnie tam, gdzie powinnam być. Jeśli coś mnie ominie w sensie zawodowym, to trudno. Natomiast nie chciałabym, by ominęło mnie to, co jest bezpowrotne i najważniejsze – dzieciństwo moich synów.

Podobno zaraziłaś synów swoją pasją gotowania?

J.B.: Jeśli w domu się dużo i chętnie gotuje, to dzieci też garną się do kuchni. Chłopcy mają fartuchy, własne wałki, dostrzegam już u nich pewne predyspozycje. Franek świetnie sobie radzi z wyrabianiem ciasta drożdżowego. Jasiek jest niezwykle skrupulatny, jeżeli chodzi o porcjowanie i oddzielanie składników.

Pamiętam, że mnie w dzieciństwie też kuchnia niezmiernie fascynowała. Mogłam pomagać babci godzinami, zresztą to ona wszystkiego mnie nauczyła. Chciałabym, żeby moi chłopcy dostali ode mnie podobną umiejętność.

Kto w twoim domu gotuje lepiej: ty czy twój partner Paweł?

J.B.: Szef kuchni jest tylko jeden i to ja nim jestem. Ale szef kuchni nie istnieje bez genialnego podkuchennego. Lubimy wspólne gotowanie. Czasem zapraszamy przyjaciół i razem gotujemy. Dużą przyjemność sprawiają mi biesiady i tak nieśpiesznie wjeżdżające na stół kolejne potrawy.

Gdy myślisz: mój dom rodzinny w Lubsku, to...

J.B.: … słyszę skrzypienie drzwi od kuchni, widzę piec kaflowy, uśmiechniętą babcię i zziajaną mamę. Jak się budziłam, dom już żył. Wtedy było to dla mnie oczywiste. Dziś, z perspektywy dorosłej kobiety, wiem, ile trudu musiało je to kosztować. To były czasy, kiedy nie wystarczyło pstryknąć guziczkiem i nastawić kawiarkę, tylko trzeba było zasuwać dwa piętra z węglarką, przynieść drzewo, napalić w piecu i pod kuchnią, więc tej roboty było naprawdę sporo. I myślę sobie, jaką fantastyczną osobą musiała być babcia, że zawsze była w dobrym humorze. Nigdy nie narzekała. A gdy była smutna, śpiewała stare romanse rosyjskie. Nauczyła się ich na Syberii.

Dużo zawdzięczasz babci?

J.B.: Ona mnie wychowała. Kiedy przyszłam na świat, mama jeszcze się uczyła, potem studiowała. Babcia Jadzia nauczyła mnie wszystkiego, co składa się na moje człowieczeństwo: prawości, uczciwości, poczucia sprawiedliwości. Nie mogę o niej mówić bez wzruszenia. Bardzo mi jej brakuje.

Marzyłaś o dużej rodzinie?

Zawsze. Myślałam, że idealnie byłoby mieć bliźnięta. Teraz wiem, że nie miałam zielonego pojęcia, o czym marzę (śmiech).

Jedna z twoich przyjaciółek mówi, że u ciebie w domu jest tak ste rylnie, że można przeprowadzać operacje na otwartym sercu.

J.B.: Dla mnie to oczywiste, że jak się kończy posiłek, to się zmywa po sobie naczynia, jak się rozbierasz, to wrzucasz ubrania do prania, a te, które nie są do prania, odkładasz na półkę. Ład dookoła powoduje, że swobodnie krąży energia między ludźmi.

Nie terroryzujesz tym rodziny?

J.B.: Miałam to szczęście, że spotkałam w swoim życiu człowieka, dla którego jest to tak samo oczywiste jak dla mnie.

Co daje ci szczęście?

J.B.: Bycie sobą. Bycie uczciwą wobec siebie w dokonywaniu wyborów, które pozwalają mi z otwartą przyłbicą patrzeć na siebie w lustrze. I wiedzieć, że jestem dokładnie w tym miejscu, w którym chcę być. Szczęście daje mi to, że darzę siebie szacunkiem, że się nie oszukuję, nigdy nie ściemniam.

Jak pokonujesz trudne momenty w życiu?

J.B.: Wygaduję swoje problemy. Zamęczam nimi bliskich, wałkuję temat tak długo, aż czuję, że go nie mam w środku. Dzięki temu chowam się w dobrym zdrowiu już 40 lat.

I uczę też synów, że wszystko można powiedzieć, że rzeczy nazwane przestają być straszne, że jak się śni coś złego w nocy, to dobrze jest o tym pogadać, bo jak już się opowie o tym stworze, który siedział pod łóżkiem i się go narysuje, wytnie, przyklei, to potem można rzucać w niego piłką i już nie jest taki straszny. Dorośli też powinni częściej ze sobą przeprowadzać takie eksperymenty i te strachy wygadywać. Najlepiej niezawodnym przyjaciołom.

Gdy podejmujesz życiowe decyzje, kierujesz się rozumem czy tylko sercem?

J.B.: Wsłuchuję się w całą siebie. Jak wątroba ma coś do powiedzenia, to też jej słucham (śmiech). Słucham wszystkich, a potem z tego chóru głosów wyłania mi się decyzja.

Skąd wiedziałaś, że Paweł to mężczyzna na życie?

J.B.: Nie wiedziałam. Sprawdzam każdego dnia (śmiech).

Wkrótce skończysz czterdziestkę. Planujesz huczne urodziny?

J.B.: Chciałabym zorganizować uroczystość, na której spotkają się wszyscy ci, którzy w najważniejszych momentach towarzyszyli mi w ciągu tych 40. lat. To dobra okazja, żeby się poznali. I żeby się razem zabawić.

Nina Andrycz mówiła, że prawdziwe gwiazdy mają humory. A ty taka bez humorów...

J.B.: Może właśnie dlatego nie jestem gwiazdą.

Z rodzinnego albumu

Narodziny gwiazdy

2002 Serial „Kasia i Tomek” jest ważny dla aktorki z dwóch powodów. Po pierwsze przyniósł jej ogromną popularność. Po drugie Paweł Wilczak, grający Tomka, stał się jej partnerem także prywatnie.

2005 Już po pierwszych odcinkach „Magdy M.” aktorka zachwyciła widzów. Wiele kobiet chciało wyglądać tak jak ona, wiele marzyło o takim partnerze jak Piotr, którego grał Paweł Małaszyński.

2010 Joanna Brodzik jest twarzą Olay. Bardzo ucieszyła ją propozycja reklamowania kosmetyków tej firmy. To właśnie one, przed laty, były jednymi z pierwszych, najbardziej przez nią pożądanych.

2011 W „Domu nad rozlewiskiem” gra współczesną kobietę, która zwolniona z pracy wyjeżdża na Mazury. Odbudowuje tam relacje z matką. Czwarta seria popularnego serialu dostarcza nam kolejnych emocji.

Tego jeszcze o mnie nie wiecie

Najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa to wyprawy „nad wodospad”. Pakowaliśmy prowiant i wyruszaliśmy. Po latach wodospad okazał się maleńką tamą na rzece, a idzie się tam 15 minut parkiem.

Wzruszam się, gdy jestem świadkiem przejawu czyjegoś talentu.

Mój największy autorytet to moja Babcia, Władysław Bartoszewski i Stanisław Lem. Wszyscy obdarzeni wspaniałym umysłem i poczuciem humoru.

Od mężczyzny oczekuję dobrych manier.

W trudnych chwilach otaczam się ludźmi bliskimi.

Poczułam się dorosła, gdy kupiłam swoje własne mieszkanie.

Moje ulubione kwiaty to tulipany. Ich szlachetna prostota rozbraja mnie. bez względu na ich rodzaj.

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.